To właściwie szczątki zmarłych, wiekowych nieboszczyków

Posted On: wtorek, Marzec 2nd, 2010 at 21:55

Szybko znalazła najwrażliwsze miejsce; oparła stopy na krawędziach łóżka i szeroko rozłożyła nogi, aby dać pole do popisu obu dłoniom.

Przy pierwszym przypływie ciepła nie pomyślała o Boon’ie. Zmarli mężczyźni to kiepscy kochankowie. Lepiej o nim zapomnieć. Miał ładną twarz, ale nigdy już jej nie pocałuje. Miał także niezłego członka, ale już go nigdy nie pogłaszcze, ani nie posiądzie. Miała więc tylko siebie – przyjemność dla czystej przyjemności. Tak właśnie sobie wyobrażała akt, który odgrywała: czyste ciało, nagie, na zatęchłym łóżku. Kobieta w obcym pokoju rozkoszująca się swoim obcym “ja”.

Rytm muzyki już nią nie kierował. Znalazła własny rytm, wznoszenie i opadanie, wznoszenie i opadanie, za każdym razem wspinała się coraz wyżej. Bez końca, szczyt za szczytem, aż spłynęła potem i ogarnął ją przesyt. Leżała spokojnie przez kilka minut. Potem, czując nadciągający sen i obawiając się, że zaskoczy ją w tej dziwnej pozycji, odrzuciła pościel, przykryła się tylko prześcieradłem, położyła głowę na poduszce i dała nura w przestrzeń pod powiekami.

Pot na ciele ochłódł pod cienkim prześcieradłem. Śniło się jej, że znajduje się w nekropolii w Midian, a ze wszystkich uliczek wiatr zbiegł na jej spotkanie – z pół­nocy, południa, wschodu i zachodu – ziębiąc ją i pod­nosząc włosy na głowie, wdzierając się pod bluzkę. Wiatr wcale nie niewidzialny. Dotykalny poprzez ciężar niesio­nego kurzu, pyłków klejących powieki i zatykających nos, znajdujących dojście pod bieliznę i do wnętrza ciała także.

Wiatr oślepił już ją całkowicie, gdy zdała sobie sprawę, że to właściwie szczątki zmarłych, wiekowych nieboszczyków, rozwiewane przez wiatry na wszystkie strony świata z piramid i mauzoleów, nagrobków i pod­ziemi, kostnic i krematoriów. Pył trumien i ludzki popiół, i kości w kawałeczkach, unoszone w stronę Midian i dopadające ją na skrzyżowaniach.

Czuła umarłych w sobie. Pod powiekami, w gardle, wciskających się do łona. Jednak pomimo chłodu i furii czterech sztormów nie bała się ich, nie chciała ich odpędzić. Szukali przecież jej ciepła i kobiecości. Nie odrzuci ich.

- Gdzie Boone? – spytała we śnie, przypusz­czając, że umarli będą wiedzieć. Przecież był jednym z nich.

Categories: anielskie, opowiadania

Leave a Reply

Artystyczna fotografia ślubna fotografia ślubna automatyczne nawadnianie Odwrócił się plecami do cmentarza i rozkoszował planami na przyszłość. Po zakończeniu procesu Boone’a będzie wolny i na nowo zacznie dzieło Maski. Oczekiwał tego namiętnie. Znajdzie terytoria gdzieś dalej. ogrzewanie podłogowe Fotografia ślubna drzwi zewnętrzne Urządzi rzeźnie w Manitobie i SaskatcheWan, a może i w Vancouver. Robiło mu się przyjemnie gorąco na samą myśl o tym. Prawie słyszał, jak w walizeczce, którą niósł wzdycha przez swoje srebrzyste zęby Stara Twarz z Gu­zikami zraszacze lego klocki odzyskiwanie danych z dysku Decker podniósł walizeczkę na wysokość piersi i mocno trzymał w ramionach. Słyszał, jak wewnątrz otwiera się i zamyka suwak; otwiera i zamyka. Nie trzymaj mnie w zamknięciu - piszczała Ma­ska. - Nie dzisiaj, spośród wszystkich nocy nie dzisiaj. Jeśli nie lubisz widoku krwi, pozwól mi patrzeć za ciebie.