Posted On: wtorek, Marzec 2nd, 2010 at 21:52
Wiesz, to wciąż nie wydaje się całkiem realne – powiedziała Lori. – Nawet to, że tu stoję. To, że to widzę. Nie potrafię do końca w to uwierzyć. Jak to możliwe, że wszystko stracone? Musi istnieć sposób, by do nich dotrzeć, nie uważasz, by do nich dotrzeć i ich dotknąć.
- Kogo?
- Umarłych. W przeciwnym razie bowiem – wszystko to nonsens, prawda? Sadystyczny nonsens – uwolniła rękę z uścisku Sheryl, podniosła do czoła i potarła je palcami.
- Przepraszam – powiedziała. – Mówię bez ładu i składu, no nie?
- Szczerze? Nie.
Lori wyglądała na skruszoną.
- Posłuchaj – mówiła Sheryl. – Stare miasto, nikomu niepotrzebne. Myślę, że powinnyśmy wynosić się stąd i niech się to wszystko rozpadnie. Co na to powiesz?
- Jestem za.
- Myślę jeszcze…
- O czym?
- Właściwie niezbyt lubię towarzystwo – stwierdziła. – Nie mam oczywiście na myśli ciebie – dodała pospiesznie.
- A więc kogo?
- Całe to zgromadzenie nieboszczyków.
- Jakich nieboszczyków?
- Za wzgórzem, tamten cholerny cmentarz.
- Naprawdę?
- W twoim stanie umysłu nie ma sensu go oglądać – Sheryl odrzekła pospiesznie.
Wyraz twarzy Lori mówił jednak, że nie powinna występować z tą informacją.
- Nie chcesz tego oglądać – powiedziała. – Naprawdę nie chcesz.
- Tylko minutkę czy dwie – prosiła Lori.
- Jeśli zostaniemy tu dłużej, będziemy wracać w ciemnościach.
- Już tu nigdy nie przyjadę.
- Och, z pewnością. Powinnaś zobaczyć ten widok. Wspaniały widok. Domy umarłych ludzi. Lori zdobyła się na nikły uśmiech.
Categories: opowiadania, tylko tyle wymagam