Zdołała zaledwie zapaść w drzemkę, i tak przerywaną co jakiś czas odgłosami pijackiej burdy z przyległego pokoju.
Wstała by poszukać syfonu z wodą sodową i lodu. Wróciła ze szklanką dietetycznego napoju do łóżka, ale za ścianą wciąż hałasowano. Postanowiła wziąć kąpiel, zanim trunki i zmęczenie nie uciszą jej sąsiadów. Zanurzona po szyję w gorącej wodzie czuła, jak mięśnie rozluźniają się, a zanim wyszła z wanny, była w znacznie lepszym nastroju. Łazienka nie miała pochłaniacza pary, więc oba lustra zaparowały. Była im wdzięczna za swoistą dyskrecję. Katalog słabych stron jej ciała miał wystarczającą objętość, by nie wydłużać go dodatkowymi samooględzinami. Szyja zbyt gruba, twarz zbyt szczupła, oczy zbyt duże, nos zbyt mały. Właściwie składała się z samych nadmiarów i niedomiarów, a wszelkie wysiłki, żeby ukryć wady tylko je eksponowały. Włosy, które zapuściła, były tak bujne i ciemne, że w ich ramie twarz wyglądała jak chora. Usta, przypominające w każdym calu usta jej matki, wyglądały naturalnie, cokolwiek nawet nieprzyzwoicie, ale tuszowanie ich barwy bladą szminką powiększało jeszcze oczy i czyniło je bardziej bezbronnymi. (więcej…)