Szybko znalazła najwrażliwsze miejsce; oparła stopy na krawędziach łóżka i szeroko rozłożyła nogi, aby dać pole do popisu obu dłoniom.
Przy pierwszym przypływie ciepła nie pomyślała o Boon’ie. Zmarli mężczyźni to kiepscy kochankowie. Lepiej o nim zapomnieć. Miał ładną twarz, ale nigdy już jej nie pocałuje. Miał także niezłego członka, ale już go nigdy nie pogłaszcze, ani nie posiądzie. Miała więc tylko siebie – przyjemność dla czystej przyjemności. Tak właśnie sobie wyobrażała akt, który odgrywała: czyste ciało, nagie, na zatęchłym łóżku. Kobieta w obcym pokoju rozkoszująca się swoim obcym “ja”.
Rytm muzyki już nią nie kierował. Znalazła własny rytm, wznoszenie i opadanie, wznoszenie i opadanie, za każdym razem wspinała się coraz wyżej. Bez końca, szczyt za szczytem, aż spłynęła potem i ogarnął ją przesyt. Leżała spokojnie przez kilka minut. Potem, czując nadciągający sen i obawiając się, że zaskoczy ją w tej dziwnej pozycji, odrzuciła pościel, przykryła się tylko prześcieradłem, położyła głowę na poduszce i dała nura w przestrzeń pod powiekami. (więcej…)