Posted On: wtorek, Marzec 2nd, 2010 at 21:53
Ruszyła ulicą w kierunku cmentarza. Sheryl zawahała się. Zostawiła sweter w samochodzie, a robiło się chłodno. Cały czas, kiedy tu przebywały, nie mogła się jednak pozbyć wrażenia, że są obserwowane. Gdy zbliżał się zmierzch, nie chciała być sama na ulicy.
- Zaczekaj – zadecydowała i dołączyła do Lori, widocznej już pod murem cmentarza.
- Czemu jest taki rozległy? – zdziwiła się Lori na głos.
- Bóg jeden wie. Może wszyscy wymarli nagle.
- Tak wielu? To właściwie małe miasto.
- Racja.
- A zobacz rozmiary grobów.
- Sądzisz, że zrobią na mnie wrażenie?
- Wejdziesz?
- Nie. I nie bardzo chcę.
- Tylko trochę za mur.
- Gdzie ja to już słyszałam?
Lori nie odpowiedziała. Była teraz przy bramie cmentarnej, sięgała przez kraty do klamki. Udało się jej. Jedna połowa drzwi otworzyła się na tyle, że mogła się przecisnąć. Weszła. Wahając się, Sheryl podążyła za nią.
- Dlaczego tak wiele? – Lori znów się odezwała. Nie tylko ciekawość kazała jej zadawać pytania; ten dziwny spektakl sprawił, że znów zaczęła się zastanawiać, czy Boone zapędził się tu przez przypadek, czy też Midian było jego miejscem przeznaczenia. Może pochowano tu kogoś, kogo miał nadzieję znaleźć żywego? A może przy jego grobie chciał wyznać swoje zbrodnie? To zaledwie domysły, a jednak aleje grobowców wydawały się obiecywać jakąś słabą nadzieję na zrozumienie, dlaczego przelał krew - ale bez rezultatu rozglądała się po terenie, aż zapadł zmrok.
- Już późno – przypomniała Sheryl.
- Tak.
- I jest mi zimno.
- Tak?
- Chciałabym iść, Lori.
- Och… przepraszam. Tak. Oczywiście. Robi się zbyt ciemno, by cokolwiek dostrzec.
Categories: badz zawsze ze mna, ciekawe strony