Posted On: wtorek, Marzec 2nd, 2010 at 21:55
Zdołała zaledwie zapaść w drzemkę, i tak przerywaną co jakiś czas odgłosami pijackiej burdy z przyległego pokoju.
Wstała by poszukać syfonu z wodą sodową i lodu. Wróciła ze szklanką dietetycznego napoju do łóżka, ale za ścianą wciąż hałasowano. Postanowiła wziąć kąpiel, zanim trunki i zmęczenie nie uciszą jej sąsiadów. Zanurzona po szyję w gorącej wodzie czuła, jak mięśnie rozluźniają się, a zanim wyszła z wanny, była w znacznie lepszym nastroju. Łazienka nie miała pochłaniacza pary, więc oba lustra zaparowały. Była im wdzięczna za swoistą dyskrecję. Katalog słabych stron jej ciała miał wystarczającą objętość, by nie wydłużać go dodatkowymi samooględzinami. Szyja zbyt gruba, twarz zbyt szczupła, oczy zbyt duże, nos zbyt mały. Właściwie składała się z samych nadmiarów i niedomiarów, a wszelkie wysiłki, żeby ukryć wady tylko je eksponowały. Włosy, które zapuściła, były tak bujne i ciemne, że w ich ramie twarz wyglądała jak chora. Usta, przypominające w każdym calu usta jej matki, wyglądały naturalnie, cokolwiek nawet nieprzyzwoicie, ale tuszowanie ich barwy bladą szminką powiększało jeszcze oczy i czyniło je bardziej bezbronnymi.
W sumie jednak jej twarz nie była nieatrakcyjna. Mogła wybierać mężczyzn. Kłopot w tym, że jej wygląd nie odzwierciedlał jej wnętrza. Słodka buzia – a nie była wcale słodka, nie chciała być słodka, i nie pragnęła, żeby tak o niej myślano. Może silne wrażenia, które ją spotkały w ciągu kilku ostatnich godzin (widok krwi, grobów), stanowiły jakiś znak. Miała taką nadzieję. Ich wspomnienie wciąż ją poruszało, wzbogacało, chociaż także bolało.
Naga, powędrowała z powrotem do sypialni. Tak jak się spodziewała, towarzystwo balujące za ścianą uciszyło się. Nie słyszała już rock and roll’a, lecz coś stonowanego. Usiadła na skraju łóżka i przebiegała dłońmi po piersiach ciesząc się ich gładkością. Jej oddech dostosował się do wolnego rytmu muzyki za ściana: muzyki do tańczenia biodro przy biodrze, usta przy ustach. Położyła się na łóżku, a prawa ręka sunęła w dół ciała. Czuła woń narzuty, przesiąkniętej papierosowym dymem z paru miesięcy. Nadawało to pokojowi charakteru miejsca prawie publicznego, miejsca nocnych schadzek. Myśl o nagości w takim pokoju i zapach jej czystej skóry w zatęchłym łóżku stawały się coraz wyraźniejsze.
Włożyła kciuk i środkowy palec do swojej szpary, unosząc nieco biodra, aby ułatwić działanie. Na tę zabawę nie pozwalała sobie zbyt często: katolickie wychowanie kładło cień winy między instynkt a koniuszki palców. Ale dziś wieczorem była inną kobietą.
Categories: nie tego chce, tylko tyle wymagam